Piszemy
START / MEDIA / PISZEMY / TROSKA

Troska

Z racji wykonywanej pracy – w TV kablowej – cały dzień mam włączony telewizor, żeby na bieżąco nadzorować poprawność odbioru. W zasadzie nie zwraca się na niego uwagi, ale są sytuacje, które zaraz powodują odwrócenie na niego wzroku. I nie mówię tu o zakłóceniach odbioru. Nie bez powodu się uważa, że telewizja jest doskonałym źródłem przekazu, mającego bezpośredni wpływ na ludzką psychikę – w końcu kupuje się oczami... W dzisiejszych czasach częściej zwraca się uwagę na to, czego się nie ma albo bardzo chciałoby się mieć, niż docenia i szanuje to, co się ma. Reklama świadomie napędza nasze ego i wyzwala nasze materialistyczne żądze. Zresztą od zarania dziejów nie jest to nic nowego. Ileż to wojen, konfliktów, kłótni wynikło z tego powodu. Swoisty „wyścig szczurów” - bo sąsiad kupił lepsze, bo znajomi mają lepsze, większe, ładniejsze... A dlaczego my nie możemy? Jakże łatwo iść do banku czy innej instytucji oferującej nisko oprocentowany kredyt na... No właśnie: jakże łatwo wpaść w tą rozkręcającą się spiralę zadłużenia – bierzemy jeden, potem drugi i kolejny kredyt... Dopóki jesteśmy w stanie spłacać rosnące zadłużenie, to nie ma problemu. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia, dług też. Jedno zachwianie koniunktury na rynku, strata pracy, problemy rodzinne czy zdrowotne bądź jakakolwiek inna przyczyna powoduje to, że grunt chwieje się pod nogami. Ile to już razy w tej samej telewizji pojawiło się informacji na temat ludzkich tragedii, które wynikły z tego problemu. Depresji, samobójstw, rozbitych małżeństw, biedy... O co w tym wszystkim chodzi?

Biblia wyraźnie mówi na temat dzisiejszej bolączki świata:

 Wszystko bowiem, co jest na świecie, a więc: pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia nie pochodzi od Ojca, lecz od świata (1 List Jana 2:16).

Te trzy słowa jednoznacznie opisują ludzką naturę. Ludzkość od czasu stworzenia nie jest wolna od posiadania czegoś więcej. Przyjrzyjmy się sytuacji opisanej w trzecim rozdziale Księgi Rodzaju (Genesis): „A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł”. I tu mogą się podnieść głosy obrony kobiety: ale to przecież wszystko przez tego węża, to wąż jest winny... Ewa w raju też się tak tłumaczyła: „Wąż mnie zwiódł i jadłam”. Niestety nie zmieniło to nic w zaistniałej sytuacji. Tłumaczenie nic nie pomogło. Karą za nieposłuszeństwo była zapowiedziana przez Boga śmierć, i to nie tylko w wymiarze cielesnym, ale i w duchowym. Nie twierdzę, że wąż jest w tej sytuacji bez winy. Sam szatan pod postacią węża po prostu dotknął umiejętnie czułego punktu w naturze człowieka. Zresztą on sam za swoje nieposłuszeństwo i chęć bycia równym Bogu wraz z zastępem zbuntowanych tak jak on aniołów został zrzucony z nieba na ziemię. Podsumujmy więc zaistniałą sytuację: podmiotem nadrzędnym w obu przypadkach, czy to szatana, czy to człowieka, było nic innego, jak pożądliwość.

Na przestrzeni wieków, targanych wichrami wojen, konfliktów, gwałtów nic się nie zmieniło. To ciągle pożądliwość i chęć władzy jest motorem napędowym ludzkich tragedii. Za każdą pożądliwością jak cień podąża śmierć. To, że poznaliśmy Jezusa Chrystusa nie zwalnia nas od odpowiedzialności za to, co robimy. Codziennie stajemy przed wyborem, który miała Ewa w raju, z tą różnicą, że jesteśmy świadomi konsekwencji z tego wynikających.

 

 Lecz każdy bywa kuszony przez własne pożądliwości, które go pociągają i nęcą; potem, gdy pożądliwość pocznie, rodzi grzech, a gdy grzech dojrzeje, rodzi śmierć. Nie błądźcie, umiłowani bracia moi” (Jak. 1:14-16).

Jak widzimy, to my odpowiadamy za to, co wpuścimy do naszego serca. Pożądliwość siedzi po cichu do momentu, aż zaistnieje impuls pobudzający ją do działania. Tak jak silnik elektryczny otrzymawszy impuls elektryczny zaczyna się rozpędzać, tak samo nasza pożądliwość zaczyna motywować nas do działania, nieważna robi się cena, byle tylko osiągnąć zamierzony cel... Problem pojawia się z czasem, bliższym lub dalszym. A ten, który to dokładnie zaplanował za naszymi plecami, ów wąż starodawny, zaciera ręce. Udało mu się poruszyć czułą strunę naszej cielesnej natury.

 Pożądliwość ciała, pożądliwość oczu i pycha tego życia – te trzy terminy będą towarzyszyć nam nieodłącznie podczas nasze ziemskiej wędrówki. Czy tego chcemy, czy nie... Nasza postawa względem pokus to wyłącznie nasz wybór. Mamy wolność wyboru decyzji. Ktoś może powiedzieć, że żyjemy w takich czasach, że trudno jest poprzestawać na biblijnym: „Niech życie wasze będzie wolne od chciwości; poprzestawajcie na tym, co posiadacie; sam bowiem powiedział: Nie porzucę cię ani cię nie opuszczę” (Hebr. 13:5). Przecież potrzebujemy tego, czy tamtego...

 ...o ludzie małej wiary! Nie martwcie się więc mówiąc: Co będziemy jedli? Co będziemy pili? Czym się przyodziejemy. Są to sprawy, o które zabiegają poganie. Ojciec wasz Niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie naprzód królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane” (Mat.6:30-33).

Myślę, że w tym zacytowanym fragmencie jest wystarczająca informacja odnośnie rozwiązania problemu. Jakże często skupiając się na naszych „brakach” nie zwracamy uwagi na tych, którzy są wokół nas, a dla których to, co posiadamy, jest szczytem marzeń i nieosiągalnym „luksusem”. I to nie tylko w sferze materialnej... Czasami ktoś bardziej potrzebuje pomocy duchowej, wsparcia modlitewnego, uwolnienia czy pocieszenia. A my zajęci naszą codziennością tego nie zauważamy, że więcej czasu poświęcamy na służbę mamonie, a nie temu, co jest najważniejsze – pomocy naszemu bliźniemu. Mamy doskonały przykład w postawie Jezusa Chrystusa - „Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu” (Mar. 10:45).

 Skoro więc powinniśmy i my upodabniać się do naszego Zbawiciela, to wobec tego nie możemy zamykać naszych serc przed potrzebującymi. A gdy to będzie naszą troską, to myślę, że i rzeczy potrzebnych nam do codzienności nie zabraknie - „Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo /Boga/ i o Jego Sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane” (Mat 6:32-33). Jest to obietnica warunkowa – jeśli istotne dla nas będzie to, co według naszego Ojca w niebie jest ważne, to On zatroszczy się o resztę naszych spraw. A kto jak nie On wie, co dla nas jest najlepsze. Tylko problem w tym, czy potrafimy zaakceptować jako najlepsze dla nas to, co od Niego otrzymujemy? Jak mówi jedna ze starszych pieśni:

Po prostu z Jezusem żyć,

Zwyczajnie bez wielkich słów,

Każdy dzień powierzać Mu,

Stale przy Nim być...

Odważmy się więc włożyć naszą dłoń w rękę naszego Ojca w Niebie i pozwólmy po prostu się poprowadzić jak dziecko...

© 2004-2017 Kościół Zielonoświątkowy Zbór "BETEL" w Bydgoszczy. Wszelkie prawa zastrzeżone. Nasza strona internetowa korzysta z plików cookies. Wiecej informacji o polityce cookies