Piszemy
START / MEDIA / PISZEMY / WIECZERNIK

Wieczernik

    Pewnej pięknej, październikowej niedzieli, udało się zrealizować odwlekaną od okresu wakacyjnego wizytę w zborze w pewnym polskim mieście i odwiedzić znajomych. Znając adres zboru, umiejscowionego w pobliżu Starówki, po pokręceniu się samochodem po wąskich, jednokierunkowych uliczkach, znalezieniu miejsca parkingowego, po paru krokach siedziba zboru, jeszcze wejście na pierwsze piętro. I przed oczami stanął swoisty obraz... Prawdziwa „izba na górze”.

Ale zostawmy na razie dzisiejsze czasy. Przenieśmy się w czasy Cesarstwa Rzymskiego, do początków naszej ery, do Jerozolimy. Jest wieczór pierwszego dnia tygodnia po szabacie. Jerozolima jest teraz spokojna w przeciwieństwie do minionego czasu. To, co wydarzyło się na przestrzeni ostatnich Świąt na zawsze wyryje się w pamięci tego miasta. To miały być zwyczajne Święta, takie jak co roku, gdy tłumy schodziły się z najodleglejszych stron kraju po to, aby oddać cześć Jahwe zgodnie z Prawem. Na czas Świąt Jerozolima zmieniała swoje oblicze, spokój znikał w hałaśliwym tłumie pielgrzymów, gorączkowo szukających miejsca na nocleg dla swoich rodzin, robiących niezbędne zakupy czy to zwiedzających Miasto Dawidowe. Wzgórze świątynne pełne było handlarzy sprzedających pielgrzymom zwierzęta ofiarne; lichwiarzy oferujących pożyczki na „doskonałych warunkach”; pełno też było chromych i kalekich, liczących na zwiększony zysk z racji przybyłych tłumów. Wszystko wyglądało jak co roku. Ale od dłuższego czasu czuć było narastające napięcie. Od jakiegoś czasu krążyły informacje o Jezusie, synu cieśli z Nazaretu.
Jak wieść niosła z ust naocznych świadków, to uzdrawiał On chorych, ślepi odzyskiwali wzrok, umarli ożywali, demony z krzykiem uciekały, głodni byli nakarmieni. Czyżby to był oczekiwany Mesjasz, przyszły król Izraela? Tylko dlaczego kapłani milczą? Tym bardziej, że widziano go wjeżdżającego do Jerozolimy na oślęciu wśród okrzyków tłumu kładącego przed nim gałęzie palmowe i skandującego „Hosanna Synowi Dawidowemu”. Obok osiołka kroczyli dumnie jego uczniowie jak prawdziwa straż przyboczna przyszłego króla. Ale zniknął i nikt nie wie, gdzie jest On i Jego uczniowie. O co chodzi? Czy w kulminacyjnym punkcie Święta ogłosi się królem? I co będzie z obecnym królem Herodem? Czyżby Arcykapłani przygotowywali jakąś niespodziankę, którą objawią w odpowiednim momencie? Pytaniom nie było końca – czyżby to był obiecany Mesjasz? Ale Święta biegły swoim stałym trybem, nic się nie szczególnego nie działo. Do czasu, gdy w dzień przed szabatem przez Jerozolimę lotem błyskawicy przeleciała wieść: Jezusa aresztowano, a Jego uczniowie uciekli. Na dokładkę podobno w ogóle się nie bronił, poszedł jak jagnię na rzeź. Dzień przebiegał pod znakiem narastającego napięcia i pytań bez odpowiedzi do chwili, aż do momentu, gdy ktoś zawołał, że coś się dzieje w pretorium u Poncjusza Piłata, rzymskiego prefekta Judei i jest tam już cała Rada Najwyższa, kapłani, uczeni w Piśmie i tłum gapiów. I podobno zapadł już wyrok na Jezusa, wcale nie obwołujący Go królem, tylko skazujący na śmierć krzyżową i że wyrok będzie wykonany w trybie natychmiastowym poza miastem – na wzgórzu Golgoty. Informacja szybko rozniosła się na całe miasto. Tłumy gapiów podążyły w tamtą stronę, w końcu nie na co dzień jest możliwość oglądania takiego widowiska. Ten, co wjeżdżał do Jerozolimy jak król, dziś umiera na krzyżu jako przestępca. A wieść niosła, że to On jest obiecanym Mesjaszem... A teraz wisi rozpięty na krzyżu, a wraz z nim dwóch innych. Skrwawiony, bezradny, w cierniowej koronie na głowie, wyśmiewany przez kapłanów i tłum widzów żądny krwi. Nagle ciemność zaległa ziemię, zrobiło się zimno, ponuro i cicho, bo nawet ptaki umilkły. Atmosfera zrobiła się jakaś dziwna, czuć było bez mała dotyk ciemności. I tak przez trzy godziny. Nagle z krzyża rozbrzmiały słowa – Wykonało się – i Jezus oddał ducha. I wszystko zaczęło wracać do normalności, niebo rozjaśniło się, ptaki znów zaczęły śpiewać. Tłumy zaczęły rozchodzić się w milczeniu, bijąc się w piersi, zadziwieni, a jednocześnie przerażeni całym widowiskiem. Pod krzyżem pozostało tylko kilka osób. Ciało zostało ściągnięte i złożone w grobie. Jezus umarł... Miasto ucichło, tylko migoczące płomyki szabatowych świec w milczeniu towarzyszyły rodzinnym modlitwom i wspomnieniom. Jednak nie dla wszystkich te chwile były czasem radości... Ci, którzy jeszcze parę dni temu dumnie wchodzili do Jerozolimy towarzysząc jak myśleli przyszłemu królowi Izraela Jezusowi, dziś siedzą załamani, zdruzgotani tym, co wydarzyło się przez ostatnie kilkanaście godzin. Uczniowie Jezusa, którzy przez trzy lata codziennie byli ze swoim Mistrzem, nagle zostali sami, brutalnie sami... Wszystko się skończyło, wszystkie plany i marzenia legły w gruzach, pozostała pustka, samotność i strach przed jutrem. Właśnie strach, ten przerażający koszmar nadchodzących dni. Strach przed aresztowaniem, strach przed śmiercią, strach przed życiem... Sekundy ciągnące się w wieczność i tylko ta niepewność, kiedy strażnicy przyjdą po nich, z wyrokiem śmierci... Strach zamknięty w izbie na górze...

 

Minęły dwa dni. Miasto żyło swoim rytmem. Co niektórzy wspominali jeszcze wydarzenia minionych świąt, które zresztą i tak pomału ginęły w codzienności zajęć. Cóż mogło się wydarzyć? Jezus od dwóch dni był w grobie, uczniowie zniknęli, Starszyzna Izraela odetchnęła z ulgą – problem z cieślą z Nazaretu rozwiązany – już nigdy nie będzie „podburzał” tłumów. Ich autorytet religijny jako uczonych w Piśmie nie jest zagrożony, a w związku z tym nie ma ryzyka utraty zysków. Będzie też spokój ze znienawidzonymi Rzymianami, nikt nie będzie już podejrzewał jakiegoś spisku czy buntu. A nauki tego Jezusa? Odejdą w cień tak jak i On – na zawsze...

Ale poranek trzeciego dnia przyniósł dziwne wieści. Strażnicy strzegący grobu Jezusa przybiegają do kapłanów z niepokojącymi informacjami o jakimś aniele, który pojawił się wraz z brzaskiem poranka i odwalił kamień grobowy. A ciało Jezusa zniknęło w jakiś niewytłumaczalny sposób...

Do uczniów też docierają dziwne wieści. Kobiety poszły rano do grobu namaścić ciało, ale grób zastały pusty. I po powrocie Maria z przejęciem w oczach opowiadała o pustym grobie, aniołach, potem że Jezus żyje, że Go widziała i rozmawiała z Nim. Piotr z Janem pobiegli do grobu, ale zdumieni stwierdzili, że kobiety mówiły prawdę – grób rzeczywiście był pusty, ale ani aniołów, ani Jezusa nigdzie nie było. Wracają do izby na górze jeszcze bardziej pogubieni w całej sytuacji. Co robić...? Może to tylko spisek kapłanów, żeby wyciągnąć ich z kryjówki, może za chwilę załomocze ktoś do drzwi... Strach nie zniknął, wręcz jeszcze się nasilił. Kolejne dziwne informacje pojawiają się wieczorem – dwóch z grona uczniów, którzy wybrali się w podróż do Emaus, powróciło z wypiekami na twarzach i w podnieceniu mówiący jeden przez drugiego, że widzieli żywego Jezusa. Nagle pośrodku grona zgromadzonych w izbie na górze, zamkniętej na cztery spusty z obawy przed Żydami, bez otwierania drzwi stanął pośrodku nich sam Jezus i powiedział – POKÓJ WAM!!! Jakże potrzebne słowa dla nich wszystkich w tej chwili, po tych godzinach przerażenia, niepewności jutra, zagubienia... Najpiękniejsze dwa słowa dla nich – POKÓJ WAM. Świat nabrał barw, bo Jezus jest wśród nich, ten sam, co wcześniej...

Wróćmy do czasów dzisiejszych. Do naszej „izby na górze” w jednym z miast naszego kraju. Mały zbór, a jaki duży potencjał. I co najważniejsze – jest tam pokój Chrystusowy. To, czego potrzebuje dzisiejszy świat w całym swoim zagubieniu, gonitwą za pieniądzem, władzą, atakowany na co dzień hałaśliwie kolorowymi reklamami szczęścia, bezpieczeństwa i pokoju... Świat, który pyszni się swoją mądrością, w tej mądrości nie poznał Tego, który przed wiekami przyszedł na ten świat, aby dać prawdziwy POKÓJ wszystkim tym, którzy go szukają.

© 2004-2017 Kościół Zielonoświątkowy Zbór "BETEL" w Bydgoszczy. Wszelkie prawa zastrzeżone. Nasza strona internetowa korzysta z plików cookies. Wiecej informacji o polityce cookies