Świadectwa
START / MEDIA / ŚWIADECTWA / ŚWIADECTWO UZDROWIENIA. - ANIA Z.

Świadectwo uzdrowienia. - Ania Z.
2006-12-19
Historia mojego dotychczasowego życia rozpoczęła się w pierwszym tygodniu sierpnia 2004r. Spędzałam właśnie wakacje na wsi. Wszystko zaczęło się od nadmiernego zmęczenia i senności. Następnie pojawił się problem z czytaniem i pisaniem. Mowa również sprawiała mi kłopoty- zapominałam wyrazy lub nie mogłam wymówić niektórych słów. Mimo tak wielu podejrzanych objawów bagatelizowałam je- sądziłam, że mam gorsze dni i muszę iść już do szkoły. Funkcjonowałam niczym zaprogramowany robot, który tak naprawdę nic nie czuje i nie myśli. Objawy nasilały się z dnia na dzień. Bóle głowy były coraz silniejsze i częstsze. Żadne tabletki nie pomagały więc zwróciłam się do lekarza. Udałam się również do okulisty na badanie dna oka, lecz tam także nic nie wykryto. W końcu dostałam skierowanie do szpitala, gdzie mnie nie przyjęto. Kolejnym lekarzem jakiego wtedy odwiedziłam był neurolog. Po przeprowadzeniu badań stwierdził, że to pewnie wirus i niedługo moje samopoczucie się poprawi. Dzięki Bogu oprócz leków otrzymałam skierowania na specjalistyczne badania m.in. komputerowy tomograf głowy. Przez prawie tydzień wędrowałam po lekarzach różnych specjalności, gdzie każdy rozkładał przede mną ręce. Natomiast objawy nasilały się, dużo spałam, niewiele jadłam. 13 sierpnia 2004 rano miałam tomograficzne badanie głowy i na nim już "coś" stwierdzono. Lekarz natychmiast kazał jechać do specjalistycznego szpitala w Bydgoszczy. Około godziny 15 byłam już w Bydgoszczy, niedługo po tym lekarz wezwał mnie i moją mamę i wydał wyrok. Na lewym ciemieniowym płacie mózgowym miałam 60 mm guza. Jak najszybciej musiałam przejść operację, która niosła duże ryzyko. Po operacji mogłam nie mówić, nie poruszać się, zostać "roślinką", a w najgorszym przypadku umrzeć. Byłam przerażona, płakałam, ale mimo to nie docierała do mnie ta informacja. Kiedy uspokoiłam się trochę postanowiłam wziąć kąpiel. Gdy byłam już pod prysznicem bardzo dziwnie się poczułam, widziałam wszystko z oddali, zrobiło mi się przyjemnie i lekko. Postanowiłam wyjść, lecz nie zdążyłam- straciłam przytomność. Po kilku minutach mama zaniepokojona faktem, iż nie słychać wody weszła do łazienki i znalazła mnie leżącą w kabinie prysznicowej. Od momentu kąpieli nic nie pamiętam. Co się ze mną działo wiem z opowiadań rodziny. Po straceniu przytomności nastąpił paraliż całej prawej strony mojego ciała, dostałam ataków padaczki. Bardzo płakałam, próbowałam mówić, lecz nikt nie rozumiał mojego bełkotu-nastąpił całkowity zanik mowy. Byłam nadpobudliwa, zwracałam, nie mogłam sama oddychać-umierałam. Lekarze podali mi leki, nie wyjaśniając mojej rodzinie co tak naprawdę się ze mną dzieje. Dla mojej mamy i dziadków był to szok. Mama czuwała przy mnie, a dziadkowie płacząc modlili się. Dzwonili również po wszystkich członkach zboru prosząc o modlitwę. W nocy wezwano ordynatora, a moją rodzinę wyproszono z oddziału. Cały zbór modlił się o mnie, a młodzież pościła. Kiedy walczyłam o życie pastor otrzymał słowo dla mnie, a był nim PSALM 30, który jest zatytułowany "Dziękczynienie za wybawienie od śmierci". Szybko przekazano nam, iż będę żyć, bo Jezus dotknął się mnie. Na następny dzień mama zobaczyła mnie śpiącą z uśmiechem i spokojem na twarzy. Dostawałam wiele leków przeciobrzękowych i przeciwbólowych. Cały czas dużo spałam i niewiele jadłam. Po 3 dniach wykonano rezonans magnetyczny głowy, na którym nie stwierdzono już obecności guza. Badanie wykazało tylko potężny obrzęk lewego płata mózgu. W związku z tym, że nie musiałam mieć już operacji przewieziono mnie do szpitala w Toruniu- gdzie mieszkam. Po dotarciu do szpitala lekarz dyżurny odmówił przyjęcia mnie na oddział twierdząc, iż jestem całkowicie zdrowa. Za wszelką cenę starał się postawić mnie na nogi i nakazał zrobienie kilku ćwiczeń m.in. przysiadów. Gdy zrozumiał, że jest to niemożliwe przewieziono mnie do szpitala dziecięcego. Niestety wysiłek sprawił, że moje samopoczucie pogorszyło się powróciły bóle głowy, problemy z mową. Ordynator oddziału dziecięcego od razu postanowił znaleźć mi specjalistyczną klinikę, w której zajmą się mną fachowcy. Cały czas podawano mi leki, które bardzo niszczyły moje żyły. Dołączono do nich również sterydy przeciwobrzękowe, które bardzo wzmogły mój apetyt( ważyłam tylko 40 kg) i powodowały wiele różnorodnych skutków ubocznych. Także poprawa następowała powoli i niekiedy powiązana była z cierpieniem, ale żyłam co było najważniejsze. Moja mowa powracała do normy, bóle głowy stopniowo ustępowały, nadal nie mogłam pisać i czytać. Uczyłam się na nowo chodzić. Każda najdrobniejsza czynność, którą mogłam wykonać sama sprawiała mi ogromną radość. Samodzielne zjedzenie posiłku, umycie się, ubranie powodowało, że czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie. Po kolejnym tygodniu zmieniłam szpital tym razem na Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie. Przeprowadzono mi tam wiele badań, które miały wyjaśnić zły stan mojego zdrowia. Lekarze nie postawili jednak konkretnej diagnozy. Podawano mi kolejne leki przeciwobrzękowe i sterydy, po których moje samopoczucie nie było najlepsze. W międzyczasie skończyły się wakacje i zaczęły przychodzić szpitalne nauczycielki, a wraz z nimi pojawił się kolejny problem-nauka. Nie mogłam się na niczym skupić, 15 minut lekcji i miałam już dosyć-pojawiały się bóle głowy. Obrzęk powoli się zmniejszał, dzięki czemu znów mogłam czytać i pisać, lecz naukę musiałam przerwać na jakiś czas. Przerażało mnie to, ponieważ byłam w klasie maturalnej i czekało mnie wiele godzin nad książkami. Bardzo pomogła mi moja szkoła, koleżanki robiły notatki, nauczyciele wspierali psychicznie. Od kiedy odzyskałam pełną świadomość i zrozumiałam, że Chrystus uratował mnie od śmierci czułam w sercu pokój i ogromną radość. Personel w szpitalu nie widział jeszcze tak chorej i zarazem szczęśliwej pacjentki. Oczywiście miewałam też gorsze dni, w których roniłam łzy pełne bólu, ale to była rzadkość. Po kilku tygodniach pobytu w Warszawie wróciłam do domu, gdzie nabierałam sił. Do szkoły nie mogłam wrócić, więc musiałam mieć nauczanie indywidualne. Początki nauki były ciężkie, ale nauczyciele wykazali się wielką wyrozumiałością. Organizm miałam bardzo wyjałowiony, więc łapałam wszystkie możliwe infekcje, od leków pękały mi naczynia krwionośne. Podczas moich zmagań z chorobą nigdy nie zadawałam sobie pytania "dlaczego". Bardzo cieszyłam się, że mogłam to wszystko przeżyć. Choroba zmieniła moje życie, oczywiście na dobre. Nie miałam żadnych obaw ani lęków. Nawet przy badaniach miałam pewność, że czuwa nade mną Chrystus i wszystko musi się dobrze skończyć. Cieszę się, iż mogę dzielić się z innymi moim świadectwem, budować i wzmacniać. W Bogu jest nasza jedyna nadzieja i siła, gdyby nie On nie mogłabym cieszyć się życiem. Otrzymałam ogromny dar - nowe życie duchowe jak i fizyczne i nie zamierzam tego zmarnować. Bóg jest wielkim, ogromnym Królem. Kocha Ciebie i mnie! Nie pozwoli wyrządzić krzywdy swoim dzieciom! Podczas pobytów w szpitalach czułam obecność mojego Pana. Kierował przebiegiem mojego leczenia, wzmacniał mnie, gdy miałam chwile załamania. Jestem Bogu wdzięczna za doświadczenie jakim mnie obdarował, ponieważ dla mnie był to ogromny dar. Kilka dni temu minął rok od mojej choroby, przez ten czas wiele się wydarzyło. Obrzęk całkowicie ustąpił. 3 kwietnia 2005r. odbył się mój chrzest. Przystąpiłam do matury i zdałam ją, choć nauczyciele odradzali mi to. Zamierzam podjąć studia- w przyszłości chcę zostać psychologiem dziecięcym. Chcę pomagać innym, mówić o tym, jaki potężny jest Bóg, On może wszystko. Nauczyłam się doceniać wszystko co mam, staram się żyć pełnią - z Jezusem! Świadectwo w formie pliku .mp3

[powrót]
© 2004-2017 Kościół Zielonoświątkowy Zbór "BETEL" w Bydgoszczy. Wszelkie prawa zastrzeżone. Nasza strona internetowa korzysta z plików cookies. Wiecej informacji o polityce cookies